Dawno, dawno temu, w czasach przedpandemicznych, kiedy pociągi pośpieszne były zawsze z przedziałami, raz na jakiś czas, zamykałem się na kilka godzin w mikro-pokoiku z pięcioma randomowymi osobami i sobie gdzieś jechaliśmy. Bardzo to lubiłem i zawsze czułem jakąś ekscytację związana z tym co się w przedziale wydarzy.
Szukając swojego miejsca w pociągu relacji Szczecin-Warszawa z taką nutką tęsknoty za tamtymi czasami, ucieszyłem się bardzo, kiedy okazało się, że przedziały dalej istnieją, i że najbliższe 6 godzin spędzę w jednym z nich. Mało tego! Z jakichś niewyjaśnionych przyczyn kupiłem aż dwa bilety w tym przedziale i to tak rozmieszczone, że siedząc na środkowym fotelu mogłem rozprostować nogi, bo fotel naprzeciwko mnie też był mój.
Ta sytuacja z miejscami okazała się też świetnym “przełamywaczem lodów” i dzięki niej rozpoczęła się wielogodzinna rozmowa. Tak właśnie poznałem Panią Martę.
Pani Marta wracała z konferencji biochemicznej, na której opowiadała o swoich odkryciach dotyczących dżdżownic z gatunku dendrobaena veneta. Jak się okazuje w przewodzie pokarmowym tych małych istot, znajdują się kompleksy gliko-proteinowe, które doskonale radzą sobie w walce z rakiem. To jest pewnie jakieś wielkie uproszczenie z mojej strony, ale na szerszy komentarz w tej dziedzinie mnie zupełnie nie stać.
Wsiadając do tego pociągu myślałem, że projekt #ostatniednilata się już zakończył, ale w sumie dalej byłem w podróży i prawie nad morzem, a historia z Panią Martą musiała się w nim po prostu znaleźć. Opowiedziałem co robię i po chwili zrobiłem Pani Marcie zdjęcie. W sumie kilka zdjęć, o których zaczęliśmy sobie rozmawiać wybierając najlepsze. Wtedy pani Marta powiedziała, że jakiś fotograf – reporter, dowiedziawszy się o tym, że dżdżownicami można zabijać raka przyjechał zrobić jej zdjęcia, które wygrały jakiś konkurs i zawisły na wystawie.
Niestety, Pani Marcie to zdjęcie wcale się nie podobało. Jak sama opowiada, zostało zrobione jakoś dziwnie od dołu, przez soczewkę, która powyginała jej twarz i jak je zobaczyła to poprosiła żeby ono nie było nigdzie publikowane. Problem w tym, że zdjęcie zostało już nagrodzone, powieszone i w ogóle i nie dało się tego wszystkiego cofnąć. To jest ciekawy temat do refleksji dla fotografa, tak sobie myślę. Trzeba pamiętać, że jest jakaś granica, i że jeśli ją przekroczymy w pogoni za czymś czego chcemy dla siebie, to nieprzyjemnie będzie to wyglądać w zestawieniu z tym jak czuje się osoba, dzięki której to osiągnęliśmy.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz, której się w tym przedziale nauczyłem: wykupując przez internet dwa miejsca w przedziale, można jechać o wiele wygodniej z rozprostowanymi nogami, a na koniec można powiedzieć konduktorowi, że to przez pomyłkę i w ten sposób dostaje się zwrot pieniędzy za to drugie miejsce.