Pan Bogdan siedział zupełnie sam na brzegu dosyć dużego jeziora. Byłem przekonany, że jest gdzieś z okolicy, kiedy pytałem go o to skąd jest, on zaskoczył mnie odpowiadając, że z Bielska-białej. To jest równo 600 kilometrów i kiedy chciałem rozwiązać tę zagadkę jego samotnego pojawienia się tak daleko od domu, Pan Bogdan na to nie pozwolił i od razu zapytał o to skąd jestem ja. Odpowiedziałem, że z Warszawy.
– O! A ja studiowałem Warszawie, a wie Pan z kim mieszkałem?
To było trochę dziwne, ale już się zorientowałem, że zostałem pasażerem w tej rozmowie i poczułem, że muszę Pana Bogdana zwyczajnie wysłuchać.
– Z Andrzejem Samsonem – jednym najwybitniejszych psychologów, ale też bardzo złym człowiekiem (tu powinno być słowo na literę “p” ale umieszczanie go w tekście sprawia, że post jest ghostowany). Wtedy kiedy mieszkaliśmy razem na studiach zupełnie tego nie było po nim widać.
Ta rozmowa, tak szybko skręciła w takie dziwne miejsce, że zupełnie nie wiedziałem co ze sobą zrobić i co odpowiedzieć. Pan Bogdan jednak sam przyszedł mi z ratunkiem, kiedy zaraz po wspomnieniu swojego kolegi, zapytał o to, czy wiem jakie jest najpiękniejsze jezioro na świecie?
-Jezioro Wierzchowo!
W tym momencie wziąłem do ręki telefon i dowiedziałem się, że to jezioro oddalone jest od nas o 45 km więc powiedziałem Panu Bogdanowi, że jadę to sprawdzić od razu! Uf!
Kiedy dojechałem na brzeg najpiękniejszego jeziora na świecie znowu zobaczyłem tę dziwną sytuację, że nad wielkim jeziorem stoi samotnie jeden Pan. Zdziwienie było silniejsze niż zachwyt nad pięknem tego miejsca.
Podchodzę do Pana i mu mówię, że przyjechałem tutaj, bo to jest podobno najpiękniejsze jezioro na świecie. Na co słyszę:
-Wie pan co, to jest piękne jezioro, ale najpiękniejsze to jest jezioro Drawsko!
Zacząłem się głośno śmiać, a Panu się zrobiło pewnie dziwnie, bo skąd mógł wiedzieć, że dosłownie przed chwilą podobna sytuacja miała miejsce nad innym jeziorem. Spodobała mi się ta gra, ale było już za późno żeby odwiedzić kolejne “najpiękniejsze”. Postanowiłem, że chwilę sobie tu zostanę i może popływam bo było tu na serio pięknie. Kiedy opuszczałem drugie w rankingu piękności jezioro, na molo pojawił się kolejny Pan i usiadł sobie na ławeczce, ale postanowiłem, że nie będę mu już zawracał głowy.
Wracając wąskimi, wiejskimi drogami, czułem radość z tych małych niesamowitych przygód. Jeszcze tego samego dnia rano, jechałem autostradą i było to takie nudne. Wystarczyło z niej zjechać żeby zaczęło się coś dziać.
Przyszła mi do głowy taka myśl, że jadąc autostradą z miasta do miasta, to jest trochę tak, jakbym w swoim życiu skupiał się na dotarciu od jednego “big eventu” do drugiego, a między nimi trochę nic się nie dzieje – oby jak najszybciej się przemieścić. Spokojna jazda wąskimi uliczkami natomiast, sprawia, że doświadczam wielu małych rzeczy, które kumulując się, tworzą unikalną tożsamość.
Kiedy sobie tak o tym za kierownicą rozmyślałem, zaczęło zachodzić słońce i za szybą zaczęły pojawiać się piękne krajobrazy. Zatrzymałem auto, żeby zrobić ostatnie tego dnia zdjęcie.