Lubię przystanki na trasach między małymi miejscowościami. Mamy u nas jakąś niebywałą różnorodność jeśli o nie chodzi. Czasami mam wrażenie, że już widziałem wszystkie możliwe odmiany i raz na jakiś czas jakaś mnie znowu zaskakuje.
Tym razem zrobił to przystanek w miejscowości Rakowo. Ten piękny element małej architektury zamienił się w płótno, na którym powstał obraz przedstawiający pobliskie jezioro. Nawet rak się na nim znalazł, pewnie z racji tego, że jest w nazwie miejscowości.
Zapadł mi w pamięć do tego stopnia, że kilka dni po tym jak minąłem go po raz pierwszy, ucieszyłem się, że zobaczę go znowu w drodze powrotnej. Kiedy wjeżdżałem do Rakowa, miałem takie myśli w głowie, że tym razem zrobię mu zdjęcia, ale z drugiej strony… tak bez człowieka gdzieś stojącego… trochę to bez sensu. Myśląc to, pokonywałem ostatni przed przystankiem zakręt i ukazał mi się on i przechodząca przed nim Pani trzymająca pęk wielkich słoneczników.
To musiało trochę dziwnie wyglądać kiedy przepełniony szczęściem mocniej nacisnąłem na hamulec i wyskakując z auta, zawołałem do Pani, że to mały cud się właśnie wydarzył, że ją tu spotykam. Tak poznałem Panią Izę, która właśnie zmierzała na koło gospodyń wiejskich.
Słoneczniki w rękach Pani Izy, przy udziale czekających na nią w budynku obok kobiet, zamienią się w dożynkową dekorację i następnego dnia powędrują do miejscowości Jeleń, gdzie odbywać będą się dożynkowe atrakcje. Pani Iza jest głównodowodzącą tego koła.